Jest wiele powodów chińskich sukcesów w Afryce. Ale demokracja może wciąż być atutem dla rywalizujących z nimi Indii.
Od południowego krańca ich własnego kontynentu po Amerykę Łacińską, dwie wschodzące i ambitne potęgi azjatyckie są skazane na rywalizację o supremację i status supermocarstwa. Ale największa rywalizacja między Chinami a Indiami rozegra się pomiędzy tymi dwoma punktami. Zapomnijmy o Azji Środkowej - Afryka jest areną następnej "wielkiej gry."
Powód, dla którego oba państwa koncentrują swoją uwagę na Afryce jest prosty - oba mają rozrastające się, głodne surowców populacje i szybko rosnące gospodarki. Jeśli mają mieć jakiekolwiek szanse trwałego konkurowania z rozwiniętymi gospodarkami zachodnimi, będą potrzebowały dostępu do obfitych bogactw naturalnych, które zapewnić może Afryka.
Chiny już wydają się mieć znaczącą przewagę nad swoim rywalem - handel dwustronny z Afryką zapewne przekroczy 100 miliardów dolarów w tym roku, w porównaniu z około 1/3 tej wartości między Indiami a Afryką w zeszłym roku. Pekin jak by nie było aktywnie zabiega o sojuszników za pomocą Forum Współpracy Chin i Afryki (Forum on China-Africa Cooperation), które od października 2000 roku ma regularne szczyty z udziałem chińskiego premiera i wielu afrykańskich szefów państw.
A reakcja Indii była w zasadzie klapą. Indie próbowały pójść w ślady Chin inaugurując Szczyt Forum Indii i Afryki (India-Africa Forum Summit). Jednak na pierwszym i jak dotąd jedynym szczycie, w kwietniu 2008 roku, reprezentowanych było tylko 14 państw afrykańskich z możliwych 53.
Częścią problemu jest to, że indyjskie ministerstwo spraw zewnętrznych wciąż jest przepełnione tym, co w kołach dyplomatycznych jest znane jako "syndrom pakistański" - niezdrową koncentracją uwagi indyjskich dyplomatów na najwyższym szczeblu rządowym, w tym doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, na zachodnim sąsiedzie Indii.
Tymczasem afrykańskie ambicje Chin nie są skrępowane takimi regionalnymi zmartwieniami. Chociaż chiński smok otoczony jest, jak sam to widzi, morzem rekinów chcących ograniczyć ich wpływy w Azji Wschodniej i na Pacyfiku - to jest Indiami, Japonią, Rosją i Stanami Zjednoczonymi - ma wystarczająco szeroki sposób patrzenia na świat i zrozumienie stosunków międzynarodowych by dalej koncentrować się na cennym rozwoju Afryki.
Kolejną chińską przewagą jest to, że wiele państw w Afryce, w tym Angola, Etiopia, Mozambik, Namibia i Sudan ma poczucie zobowiązania wobec Chin po tym jak pomogły im one kiedy stanęły w obliczu widma wojny domowej w następstwie upadku Związku Radzieckiego.
Po gwałtownym wzroście zainteresowania kontynentem podczas Zimnej Wojny, USA i Rosja straciły zainteresowanie wydawaniem pieniędzy w Afryce, pozostawiając niestabilność - i przestrzeń, na którą wkroczyć mogły Chiny. Luki jakie zostawiły te 2 mocarstwa i Chiny chciały zapełnić były wielkie, jako że wiele państw afrykańskich było mocno zależnych od swoich zimnowojennych sponsorów w latach 60-tych i 70-tych jeśli chodzi o wsparcie dla budowania państwowości po zapewnieniu sobie niepodległości od swoich kolonialnych władców. Wycofanie się przekreśliło wszelkie perspektywy stabilności.
Ale Chiny nie tylko udzieliły wsparcia finansowego by zyskać sobie przychylność. Gdy części Afryki były pustoszone wojnami domowymi w latach 90-tych Chiny użyły swoich wpływów jako stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ by zapewnić, że dotknięte państwa otrzymywały fundusze i pomoc w utrzymywaniu pokoju.
Wsparcie to było częściowo spłaceniem przez Chiny długu, jaki miały wobec wielu państw na kontynencie za poparcie wysiłków Chińskiej Republiki Ludowej by zostać uznaną w ONZ zamiast Republiki Chin (Tajwanu), co w końcu nastąpiło w 1971 roku. Chiny otrzymały znaczące poparcie od państw afrykańskich, które same czuły, że wyniosły korzyści z bliskich, rewolucyjnych więzi nawiązanych przez Mao w latach 60-tych. Chiny też, w oczach wielu Afrykańczyków, działały jako bezstronny gracz, dostosowujący się do radzieckiego lub amerykańskiego stanowiska w danym państwie afrykańskim zależnie od "meritum" ich argumentacji.
Takie więzi dają Chinom dużo lepszą bezpośrednią wiedzę o sprawach afrykańskich niż w przypadku Indii, pomimo większej bliskości tych drugich. Ale Indie mają kluczową przewagę - ich system polityczny jest dużo bardziej atrakcyjny niż Chin. Chiny może i są pełne gotówki na inwestycje, ale już powstały liczne pytania o skutki inwestycji Chin w Afryce i niektórzy zastanawiają się, czy miesiąc miodowy się nie skończył.
Indie mogą korzystać z takich zastrzeżeń gwarantując, że solidnie zasilą siły pokojowe w Afryce, do czego uśmiechnęłaby się Unia Afrykańska. W rzeczy samej, Unia Afrykańska nie powinna być uważana za jedyne warte zachodu forum, o którego względy Indie mogłyby zabiegać - Wspólnota Gospodarcza Państw Zachodnioafrykańskich (ECOWAS) także ma zdolności w dziedzinie bezpieczeństwa, które Indie mogłyby wspierać.
Ponadto Indie mogą kreatywnie przeciwdziałać wykorzystywaniu przez Chiny, na przykład, byłej portugalskiej kolonii Makau do zabiegania o handel z państwami luzofońskimi poprzez zwrócenie się ku własnym regionom takim jak Goa (inna była kolonia portugalska) i Pondicherry (była kolonia francuska, która mogłaby być przydatna w rozwijaniu więzi z frankofońskimi państwami afrykańskimi).
Sto lat temu i więcej zachodni kolonizatorzy Afryki podporządkowali sobie także interesy indyjskie i chińskie. Przenieśmy się do XXI wieku i te 2 państwa mają teraz szansę projekcji swojej potęgi poprzez niepodległą Afrykę.
Balaji Chandramohan jest redaktorem World Security Network. Można się z nim skontaktować pod adresem: mohanbalaji2003@gmail.com
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2010/07/17/why-china-wins-africa-game/
Opis stosunków Indie-Chiny na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Indie,stosunki_dwustronne,Chiny
FOTO: Flickr user kigaliwire